Otóż to, nadszedł w końcu czas na obiecany wcześniej prolog mojego "dzieła". Nie wiem czy się spodoba, ponieważ wcześniej tego (s)twora nikomu nie pokazywałam, więc zależy mi jak najszczerszych opiniach, a nie tylko pozostawienie czegoś w stylu "fajny blog. wpadnij do mnie".
To chyba tyle z mojej strony.
~||~
PROLOG
W powietrzu czuć było metaliczny zapach. Całe pomieszczenie zostało nim przesiąknięte na wskroś, a ona leżała bez ruchu. Czuła jak całe jej ciało jest obolałe i woła o niemy ratunek. Każdy jej mięsień odmawiał posłuszeństwa. Nawet powieki, które teraz miała przymknięte, nie chciały się poruszyć...
To nie był ból jaki człowiek odczuwa podczas złamania kończyny. Bezradność i bezsilność lepiej opisywały jej stan fizyczny, a przy tym niemożność się poruszenia.
Usłyszała w oddali strzał. Jakby ktoś wystrzelił z broni palnej pocisk. Po chwili do jej uszu doleciał łoskot upadającej materii. Czyżby jakaś inna osoba niedaleko niej została postrzelona? Czyżby dokonano morderstwa?
Ostatkiem sił otworzyła ociężałe powieki i ujrzała przed sobą świat przekręcony o dziewięćdziesiąt stopni. Tak, leżała na podłodze, jednak nie widziała żadnej ściany. Ani jednego punktu zaczepienia, dzięki któremu mogłaby określić gabaryty pomieszczenia. Pomieszczenia, które nikło w ciemnościach...
Chciała dotknąć opuszkami palców podłoża, na którym leżała, jednak coś krępowało jej ruchy. Była związana. Otworzyła szerzej oczy i poczuła na policzku, że leży na betonowej posadzce, w jakiejś starej hali robotniczej, a przez wysokie okna do środka próbowała się wedrzeć księżycowa poświata. Nie miała siły na nic więcej. Przymknęła ponownie powieki. Znów poczuła ten charakterystyczny, metaliczny zapach...
Otworzyła ponownie oczy i doszło do niej, że leży na betonowej posadzce przesiąkniętej krwią w jakiejś hali robotniczej. Krew. Wszędzie czuła krew. Oblizała suche usta. Tam też była zakrzepła krew... Co też się wydarzyło? Nie była w stanie przypomnieć sobie ostatnich kilku... miesięcy? Tak, jakby ktoś grzebał jej w głowie i wykasował wszystkie wspomnienia... Czuła się pusta, bezradna, samotna...
Usłyszała dobiegające z oddali kroki. To koniec. Przyszedł czas na spotkanie ze śmiercią... Przyszedł czas na nią.
Corliss H. Dove